niedziela, 7 czerwca 2015

Rowerem wzdłuż Bałtyku - wprowadzenie do tematu.

Szalony plan jak przekręcić Polskę przy pomocy dwóch pedałów.


Pewnego dnia (dokładnie teraz ciężko ustalić kiedy to było) padł pomysł żeby pojechać na męski wypad rowerowy, takie kilkudniowe pedałowanie. Na początku miała to być trasa Świnoujście - Hel, ale dla nas było to zdecydowanie za mało, więc powstał pomysł projektu "Dookoła Polski na rowerach.

Pozostało nam tylko: wyznaczyć termin i przebieg trasy, przygotować sprzęt do wyjazdu, kupić bilety, zarezerwować noclegi...

Mój rower wymagał przygotowania do takiej wyprawy. Przegląd zrobiłem sam, ale przy okazji wyszło, że trzeba zrobić zakupy i zmienić konfigurację na bardziej odporną (tak do sześciu dni jazdy).
Wcześniej już testowałem pedały z systemem SPD Shimano M540 i buty B'TWIN MTB300. Teraz natomiast zakupiłem i wymieniłem opony, które przetestowałem kilka razy na trasie praca-dom -praca.

Przygotowania idą pełna parą. Rower otrzymał nowe kapcie (MAXXIS Wormdrive), by utrzymać mnie z sakwami.

Jazda z plecakiem nigdy nie była dla mnie wygodna, musiałem więc zakupić dodatkowo sakwy. Wybór, z przyczyn ekonomiczno-organizacyjnych (mało kasy i czasu) padł na sakwy BRADOR lokalnego producenta z Łodzi.

Konfiguracja do wyprawy gotowa. Czas na testy i w drogę.
W między czasie kolega z pracy zaoferował mi dodatkowo na czas wyprawy sakwę na kierownicę MSX CLS-55 co później okazało się strzałem w dziesiątke.

Czasu coraz mniej więc trzeba kupić bilety co przy podróży z rowerem nie było wcale takie proste... Przy okazji okazało się, że PKP dysponuje trzema niezależnymi systemami rozkładu jazdy i sprzedaży biletów więc na pociąg którym chcemy jechać nie można zakupić biletów przez internet i dzięki wcześniejszym  zakupom skorzystać ze zniżki, a co najważniejsze mieć gwarancję miejsca w pociągu dla nas i dla rowerów.

Bilety do Świnoujścia kupione, nie ma odwrotu...
Wyjazd pociągu był z Warszawy więc mój kolejowy chrzest bojowy nastąpił na trasie Łódź - Warszawa. Był całkiem sympatycznym doświadczeniem i uśpił moją czujność na następnym etapie z Warszawy, ale o tym dalej.

Chwilę przed odjazdem pociągu kupiłem jeszcze kask i już jechałem nowiutkim składem na spotkanie z Mateuszem.

Około 20:50 dotarłem na dworzec Warszawa Centralna i zacząłem rajd windą i schodami na powierzchnię.

Już na powierzchni. Fotka w pełnym rynsztunku z Pałacem (bo nie wiadomo ile jeszcze postoi).
Mateusz też już ruszył z domu w moim kierunku, by wspólnie oficjalnie rozpocząć wyprawę pod Kolumną Zygmunta.

Wspólna pamiątkowa fotka. Oficjalny start na trasę.
Ze startu honorowego pozostało nam tylko dojechać na dworzec Warszawa Wschodnia, by wsiąść do pociągu i  odpocząć przed czekającym nas ciężkim pierwszym dniem pedałowania.

Czeka Mateusz.
Czeka Maciek.
Pociąg nie czeka.
Wsiadanie w tłoku z rowerami i sakwami to nowe ciekawe przeżycie. Jednak udało nam się sprawnie załadować i umieścić rowery na wieszakach w wagonie. Zajęliśmy miejsca w przedziale sąsiadującym z rowerami, tak żeby mieć wszystko na oku, jednak było to za mało, żeby zapobiec późniejszym wydarzeniom...

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz