czwartek, 2 czerwca 2016

Etap 2 dzień 4 Bartoszyce - Gołdap

Po wieczornym relaksie dnia poprzedniego, ciężko było rano ruszyć na trasę. Przed nami na dobry początek 25 km asfaltu drogi wojewódzkiej 592. Na szczęście ranny chłód, małe natężenie ruchu i niezbyt pofałdowany profil, pozwalał spokojnie delektować się mijającymi spokojnie kilometrami.

Pociągiem dziś nie jedziemy. Podziwiamy starą lokomotywę w Korszach.

Maciek z drobnymi sensacjami żołądkowymi ledwo dojechał do pierwszego czynnego sklepu gdzie próbował uruchomić układ pokarmowy przy pomocy Coca-Coli i słonych paluszków. W końcu organizm zaczął normalnie pracować i wszystko, wydawać by się mogło, wróciło do normy. Nie uprzedzajmy jednak faktów, wszystko po kolei.
Poniżej z kronikarskiego obowiązku zdjęcia niektórych mijanych miejscowości.




W Barcianach stajemy na MORze, gdzie przy lokalnym targowisku odpoczywamy i posilamy się, a Maciek zbiera jeszcze siły po porannym osłabieniu. Żeby wydostać się z tego miejsca musimy przeciskać się między prowizorycznymi straganami i towarami wyłożonymi po prostu wprost na placu. Chwilę zajmuje nam też złapanie właściwego kierunku jazdy i kierując się na Srokowo mijamy grupy motocyklistów.

Pasieka na horyzoncie.

Pogoda robi się coraz mniej przyjazna do jazdy. Nadaje się bardziej na plażowanie i jazda powoli zaczyna być męcząca, zwłaszcza, że mamy już w nogach 50 km. Teren zaczyna być coraz bardziej pofałdowany widać na tabliczkach przy ścieżce rowerowej (podjazdy i zjazdy >6% i >10%). Droga biegnąca obok ma bardziej wypłaszczony profil, ale my jedziemy jak na ścieżce rowerowej jak na rollercoasterze.

Koniec leniuchowania, ruszamy.

Ratusz w Srokowie

W Srokowie chwila przerwy w cukierni na uzupełnienie straconych kalorii. Na szczęście przy naszej trasie na rynku jest cukiernia z pysznymi pączkami. Ruszamy dalej, ale tego dnia ciężko jest nam utrzymać wspólne równe tempo. Maciek ucieka do przodu by jak najmniej wystawiać się na promienie słoneczne i co jakiś czas czeka na Mateusza na trasie. Ciepłolubny Mateusz swoim stałym tempem nie daje mu za wiele czasu na te odpoczynki.

Tu się kierujemy.

Gdzieś za Srokowem Maciek orientuje się, że jego telefon, rejestrator trasy i jednocześnie nawigacja nie ładuje się z Power Banku i za chwilę już całkiem się rozładuje. Pozostaje tylko znaleźć miejsce gdzie w czasie odpoczynku będzie można podładować telefon z sieci. Na szczęście Maciek dojeżdża do Smażalni Grochówka, gdzie przy okazji pierwszej porannej kawy dzięki uprzejmości obsługi podładowuje telefon.

Nie tylko my jedziemy.

Mateusz zbliża się w połowie procesu ładowania, ale postanawia jechać dalej i zaczeka w innym miejscu. Zbieramy ekipę do kupy na kolejnym MORze, gdzie oprócz nas odpoczywają dziewczyny jadące rowerami do Korei...?, albo gdzieś równie daleko. Do Węgorzewa jedziemy już razem i postanawiamy zjeść dziś coś domowego. Mateusz ma ochotę na schabowego i młode ziemniaki, Maciek na wątróbkę. Po chwili zwiedzania miasta trafiamy do Karczmy, gdzie w towarzystwie wycieczki szkolnej zjadamy pyszny obiad.

Zbliżamy się do obiadu.
Perełki architektury. 
Nie zawsze tam gdzie chcemy jechać jest ścieżka rowerowa.

Zachęceni jakością szlaku Green Velo decydujemy się na jazdę nim nawet po szutrach i okazuje się to strzałem w dziesiątkę. Po porannym ciągłym góra-dół-góra-dół, popołudniu trasa wiedzie nas jak po stole. Poprowadzona jest nieczynnym szlakiem kolejowym, gdzie nie ma już torów więc spadki i łuki są łagodne i minimalne. Ma to jednak swoje minusy, bo szlak wiedzie obok miejscowości na na odcinku kilkunastu kilometrów nie wjeżdżamy do centrum żadnej z mijanych wsi i tym samym w pobliże sklepu.
Droga dla rowerów.

Dokąd nas kieruje ten znak?

Znak kieruje nas w to miejsce.

Co tam się kryje?

Sprytne rozwiązanie.


Susza wywarła wielkie spustoszenie.

Co jakiś czas selfie musi być...

Uwaga zmiana nawierzchni!

Jedziemy wzdłuż drogi nową ścieżką. 

Nowy sposób na wykorzystanie lustra.

Podziwiamy widoki przy drodze i zatrzymujemy się czasem robiąc pamiątkowe zdjęcia ku pamięci. Zbliża się czas, by zająć się organizacją noclegu, bo za kilkanaście kilometrów Gołdap. Niestety wszystkie noclegi już minęliśmy lub nie są na naszym szlaku. Jednak udaje nam się znaleźć urocze miejsce na dzisiejszy odpoczynek. Czeka nas jednak pedałowanie za Gołdap około 10 kilometrów do Galwiecia, w tym kilka przez las tuż przed zachodem słońca.

Infrastruktura MOR,ów

Słupków nie żałowano.

Można też słupki i barierki stawiać.

Góry czy Mazury?

Wita nas Gołdap.

Gołdap most w parku.

Nocleg zarezerwowany, koniec etapu znamy i wiemy, że żartów nie ma, trzeba pedałować. Gołdap opuszczamy szybko robiąc tylko fotkę przy moście w parku. Łapiemy odpowiedni kierunek i autostradą rowerową jedziemy jeszcze trochę by za chwilę skręcić w las. Na szczęście są szlaki i oznaczenia dojazdu więc jedziemy z nadzieją na zasłużony odpoczynek. 

Zmęczeni po prawie 140 km jazdy z wielką radością kwaterujemy się w leśniczówce. Warunki wspaniałe na wypoczynek, szkoda że nie możemy tu poleniuchować kilka dni. Obiekt idealny na bazę wyprawowa bo w okolicy jest wiele atrakcji. My jednak planujemy ostatni dzień jazdy, który ma zakończyć się w Suwałkach. Po drodze jednak chcemy zobaczyć co nieco, ale o tym w kolejnej części. Dobranoc!

Opuszczamy Gołdap autostradą rowerową.

Dziś ustanowiliśmy rekord, prawie 140 km.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz