poniedziałek, 8 czerwca 2015

Etap 1 dzień 1 - Ruszamy ze Świnoujścia


Pokręciliśmy się trochę po Świnoujściu. Zjedliśmy śniadanko i czas w końcu ruszyć na wschód. Jakoś powoli szło nam rozkręcanie się, aż w końcu obraliśmy właściwy kierunek. Jeszcze tylko rzut okiem i na nowiutki Gazoport i myk na leśne, szutrowe,atestowane ścieżki rowerowe pachnące nowością. Wspaniały, raczej tylko z nazwy i pieniędzy weń włożonych, szlak rowerowy R10 czasem zachwycał by za chwilę sprowadzić na ziemię. Miejscami poprowadzony pięknymi leśnymi terenami z dobrze przygotowanym podłożem, infrastrukturą i oznaczeniami, a czasem bez sensu i logiki ginął nam ni stąd ni zowąd i pojawiał się znowu lub wyprowadzał nas po prostu na nieprzygotowane drogi. To był jasny sygnał, że tak się nie da jechać i lepiej przysiąść nad mapą i zaplanować trasę samemu.

Gospodarska wizyta na budowie Gazoportu.

Na trasie o dziwo było sporo rowerzystów sakwiarzy w tym bardzo wielu zagraniczniaków pytających o drogę na Schwenemunde. Las osłaniał nas od wiatru i od słonka więc kilometry mijały szybko. Po nieprzespanej nocy i zimnym poranku ciężko nam było rozgrzać się od razu, bo nasze równe tempo nie było tego dnia zbyt wysokie.
Perełki architektury w Międzyzdrojach.
W końcu dotarliśmy do Międzyzdrojów gdzie turyści swym skąpym odzieniem wabili słoneczną pogodę, a my zaczynaliśmy się rozgrzewać. Przy molo zjedliśmy drugie śniadanko. 

Śniadanie (drugie) mistrzów.
Chwilę poświęciliśmy na sprawdzenie sprzętu i korektę ubioru po czym pamiątkowe foty i w drogę.

Obowiązkowa fota z Molo.

Z Mateuszem Molo też chciało fotę.

Przerwa na korekty w nawigacji.

W prawo się nie da jechać bo woda.

Nazwy takiej ulicy nikt nie zechce nigdy zmienić.

Drzewko w Trzęsaczu.


Ci co robią zdjęcia też są fotografowani.

Nasze rumaki na półmetku etapu dnia.

Fota na tarasie w Rewalu.

Te kłódki już tu były.

Dzień się kończy czas na obiad.
Mateusz znający okoliczne tereny i miejscowe atrakcje kierował nasze kroki (ślady opon) ku Smażalni u Cywila gdzie mieliśmy zjeść obiadokolację i skąd mieliśmy już tylko kilka ruchów pedałami do miejsca odpoczynku,

Może nie wygląda, ale to prawdopodobnie najlepsza smażalnia na wybrzeżu ;-)
Nocleg w Pogorzelicy mieliśmy już zarezerwowany dzięki Magdzie (camping CORA), ale niestety na miejscu musieliśmy szukać kogoś z obsługi żeby nas zakwaterował. W końcu się udało i mogliśmy po dwóch dniach wskoczyć pod prysznic i spokojnie zasnąć w ludzkich warunkach.

Nasz baza po pierwszym dniu.
Nocleg był tani i cena wcześniej uzgodniona, ale na miejscu okazało się że jednak będzie trochę drożej bo to na jedną noc bla bla bla. Nauczka na przyszłość żeby rezerwować, płacić i nie zgadzać się na próby zawyżania ceny.

Prawie 82 km pierwszego dnia.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz